Zima już blisko

Czas nieubłaganie biegnie. Dopiero co rozkoszowaliśmy się pierwszymi dniami wiosny, okraszonymi ciepłymi promieniami słońca, a już powoli trzeba przygotowywać się do zimy. Lato, które w tym roku raczej nie rozczarowało dobiega końca, zostawiając nam na koniec gorące dni września, które będziemy z rozżaleniem wspominać, kiedy spadnie śnieg, zwiastujący przyjście białej zimy.

Są ludzie, którzy zimę lubią. Chłodne miesiące nie są dla nich męczące, nie przeszkadza im ani wszechobecny mróz, ani oblodzone chodniki, tym bardziej biały puch, który przykryje brudny świat. Niewątpliwie to ostatnie to duży plus zimy i ogólnie śniegu, którego warstwa pozwoli nam zapomnieć o dziurach w drodze, workach ze śmieciami w rowie, czy psiej kupie na deptaku. Apropos psich odchodów, to żółty śnieg już nie budzi w nikim zainteresowania prawda?

Dla mnie zima nierozerwalnie łączy się ze skokami narciarskimi. To chyba jedyny zimowy sport, którym się interesuję. Miłością do skoków zapałałem (podobnie jak miliony rodaków) przy okazji sukcesów odnoszonych przez króla przestworzy Adama Małysza. Tak więc kiedy spadnie śnieg, kaloryfer zacznie oddawać przyjemne ciepło, ja zatopię się w oglądanie rywalizacji na skoczniach całego świata. Mojego entuzjazmu związanego ze skokami nie podzielają niektórzy znajomi, twierdząc, że prawdziwa rywalizacja skończyła się wraz z nastaniem elektronicznych punktów przyznawanych za wiatr. Według nich wygrywać zawody powinien ten zawodnik, który uzyskał najdalszą w konkursie odległość. Trzeba przyznać, że coś w tym jest.

Mówiąc o plusach zimy, nie można pominąć tak ważnej rzeczy, jaką są Święta Bożego Narodzenia. Wszyscy lubimy te święta. Mają one w sobie coś magicznego, niezweryfikowanego i nie chodzi mi w tym momencie o prezenty, Mikołaja, czy ciężarówki z Coca-Colą. To raczej ten niesamowity nastrój, który udziela się przy okazji ubierania choinki, kolacji wigilijnej, czy Kevina Samego w Domu, którego seans stał się już polską tradycją. Inną sprawą są prezenty. Już miesiąc wcześniej centra handlowe będą nas kusić świątecznymi reklamami, Mikołajami, choinkami i milionem innych zbędnych przecież jeszcze w tym czasie rzeczy. Ludzie rzucać się będą na przecenione buble, myśląc, że kolejnymi skarpetkami, majtkami, czy dwudziestym krawatem zrobią komuś przyjemność. Ja wychodzę z założenia, że jeśli już dawać komuś prezent to taki, który sam chciałbym otrzymać. Skarpetki, majtki i krawaty z całą stanowczością odpadają w przedbiegach. A jeśli nie jesteśmy pewni jaką niespodzianką sprawimy drugiej osobie radość, odpuśćmy kombinowanie i podarujmy albo gotówkę, albo jakiś fajny voucher na zakupy. Wygoda i praktyczność w jednym.

Są ludzie, którzy w przeciwieństwie do mnie w zimie lubią aktywnie spędzać czas. Okupują oni stoki narciarskie, szusując raz po raz, tym samym podnosząc sobie poziom endorfin we krwi. Można i tak, szanuję. Albo łyżwy. Bardzo ciekawy sposób spędzania zimowego, wolnego czasu. Mimo iż nigdy tego wynalazku nie miałem na nogach, popatrzeć lubię, a jakże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *